niedziela, 19 lipca 2009

znajomy znajomego

...zjadł białego aligatora w McDonald's.


Never talk to strangers, never answer the phone, never flash your lights, never leave the car, and always believe, what you're told
slogan reklamowy filmu Urban Legend

Słyszałeś wiele dziwnych opowieści, ale ta historia wydarzyła się naprawdę...

Podczas libacji, którą zorganizowało sobie kilku młodzieńców, jeden z nich wpadł na pomysł, który miał urozmaicić zabawę. Chłopcy postanowili się rozebrać, włożyć buty narciarskie, dopiąć do nich narty i... nago zjechać po schodach klatki! Wszyscy byli zdecydowani, ale tylko jeden rzeczywiście dotrzymał słowa i chwiejnie posunął w dół po schodach. Pech chciał, że w tym samym czasie sąsiadka otworzyła drzwi i wychodząc na klatkę została przez żartownisia potrącona, a upadając straciła przytomność.

Przerażeni chłopcy zadzwonili po karetkę pogotowia, oddalając się jednak z miejsca wydarzenia w obawie przed konsekwencjami. Na drugi dzień, kiedy jednak doszli do siebie i obudziło się w nich sumienie, zaczęło ich dręczyć pytanie, co z sąsiadką i postanowili obdzwonić pobliskie szpitale. Bez efektu. Sąsiadka zniknęła, jak kamfora i dopiero odnalezienie załogi wspomnianej karetki przyniosło następującą odpowiedź: „...kobieta nie odniosła poważniejszych obrażeń fizycznych, ale odwieźliśmy ją do szpitala psychiatrycznego, gdyż upierała się, że widziała nagiego narciarza...”


Słyszałeś już tę historię? Ja tak. Wydarzyła się w jednym z akademików Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Nieprawda, bo w innym? W Warszawie? W Krakowie? W Białymstoku!? W żadnym z tych miejsc. Ta historia wedle wszelkiego prawdopodobieństwa nigdy nie miała miejsca. Wywodzi się ona, według śledztwa przeprowadzonego przez Martina Bubera, administratora strony www.project2067.com, dokumentującej przykłady podobnych opowieści z całego świata, ze Stanów Zjednoczonych. Jej początki sięgają lat 70 ubiegłego wieku.

To, co w niej niezwykłego to to, że jest miejską legendą (ang. urban legend, mówi się także o miejskich mitach, współczesnych legendach, jako, że nie są one szczególnie związane geograficznie z miastami i makroplotkach), szczególnie barwnym przykładem memetyki stosowanej. Legendy miejskie funkcjonują jako przekazywane drogą ustną podobno autentyczne historie które przydarzyły się znajomemu znajomego, czasem jako niezobowiązujące anegdotki lub po prostu dowcipy. Inne ich cechy charakterystyczne to najczęściej: bycie nieodległą w czasie, niezwykłość historii (niewykluczająca jej prawdziwości, a przynajmniej pozwalająca się nad nią zastanawiać) skutkująca tym, że opowiada się ją kolejnym znajomym, co przyczynia się do powstawania kolejnych modyfikacji i ubarwień.

Tym co stanowi o sukcesie opowiastki jest najczęściej to, że zawiera swego rodzaju niewypowiedziane ostrzeżenie którego zignorowanie mogłoby okazać się wyjątkowo paskudne w skutkach. Niejednokrotnie opiera się na powszechnych i uniwersalnych lękach - niekiedy w pewnym stopniu uzasadnionych, lecz wyolbrzymionych. Pojawiają się w nich obrzydliwe historie, psychopatyczni mordercy, zatrute jedzenie, plagi owadów, groźne zwierzęta, makabryczne odkrycia...

Częstymi bohaterkami takich legend są kobiety (na ogół podróżujące samotnie) którym przytrafiają się różne nieszczęścia, na ogół ze strony mężczyzn. Zagrożenia dotykające mężczyzn przychodzą nierzadko w postaci pięknych kobiet, którym ci z ochotą ulegają, by następnego ranka obudzić się w wannie z lodem bez nerki. Bardzo często karą za ich rozwiązłość jest także zarażenie wirusem HIV (znana opowieść umoralniająca). Dzieci padają ofiarami okrutnego świata w jeszcze bardziej perfidny sposób - na dnie basenów z plastikowymi piłkami czyhają na nich zainfekowane wirusem HIV igły, pozostawione przez narkomanów lub po prostu żyletki przyklejone do ścian zjeżdżalni na basenie. Zagrożenie (niekiedy bardziej komiczne, ale na ogół nieprzyjemne) przychodzi często w jedzeniu, czyli tam, gdzie spodziewamy się go najmniej - znajduje się w nim na ogół obrzydliwe przedmioty - tu także objawia się lęk wynikający z przeniesienia procesu przygotowywania posiłku na osoby trzecie - sławetne dodawanie czegoś od siebie, co ciekawe zwłaszcza w dużych sieciach restauracji. Bardzo często deus ex machina pojawiają się w codziennych sytuacjach zwierzęta groźne (lęk przed którymi ma uzasadnienie ewolucyjne) - krokodyle (w kanalizacji), węże, jadowite pająki, roznoszące zarazki szczury i karaluchy (te pierwsze mają w zwyczaju zjawiać się w mieszkaniach za pośrednictwem muszli klozetowej).

Miejskie legendy doczekały się już poczesnego miejsca w kulturze (pamiętasz *czarną wołgę?). O ile same stanowią swego rodzaju odrębną dziedzinę ludzkiej twórczości, bardzo często stają się elementem innej opowieści. I tak na przykład, popularna zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych historia o złośliwym francuskim boju hotelowym, ewoluowała w znaną z filmu Poranek kojota opowieść o zakochanej parze i trzech Murzynach:



Innym głośny przykładem jest przywołany na samym początku film Ulice strachu (Urban Legend) który opiera się na wykorzystaniu przez psychopatycznego mordercę najbardziej przerażających legend z gatunku horror (co z kolei doskonale wpisuje się w konwencję - a słyszałeś o mordercy zabijającym według schematów z miejskich legend?). Podobne źródło mają także historie znane z filmów Krzyk i Candyman (w przekazie ustnym Krawa Mary. Krwawa Mary. Krwawa Mary...). Wiele legend miejskich dotyczących niezwykłych wydarzeń i zjawisk przeszło przez weryfikujące ręce pogromców mitów (MythBusters) poddających je mniej lub bardziej naukowej analizie

* * *

Jeśli słyszałeś (lub przekazałeś dalej) historie:
  • o zapoczątkowanej podczas wyjątkowo hucznej imprezy studenckiej misji na Marsa polegającej na wyrzucaniu kartonu z człowiekiem w środku z [dowolnie wysokiego] piętra;
  • o domowej imprezie w trakcie której stojący na parapecie kaktus zaczął się poruszać, by następnie okazać się siedliskiem [mnóstwa] maleńkich pająków z gatunku [wyjątkowo jadowitego];
  • właścicielce węża dusiciela zadziwionej jego nagłym upodobaniem do przytulania się do niej, które, po konsultacji w zoo/u znajomego herpetologa okazało się być przymierzaniem do połknięcia jej;
  • regule trzech/pięciu sekund;
  • studentach medycyny kupujących od grabarzy, potrzebne im do nauki anatomii, ludzkie czaszki za przysłowiowe pół litra;
  • zbiórce plastikowych nakrętek od butelek mających zapewnić niepełnosprawnemu dziecku wózek inwalidzki
  • rakotwórczych gumach turbo/batonach 3BIT/[...];
  • niedoszłym zabójcy czyhającym na tylnym siedzeniu samochodu prowadzonego przez samotną kobietę, przed którym ratuje ją jadący za nią i błyskający światłami nieznajomy, początkowo brany za psychopatę;

...wiedz, że stałeś się po prostu wektorem informacyjnej zarazy (powyższe przykłady to tylko garstka wybranych z tego względu, iż w obejmowalnym pamięcią okresie dotarły do piszącego te słowa a niekiedy rozprzestrzeniły się za jego sprawą).

Co z tą memetyką? Z memetycznego punktu widzenia, legendy miejskie to sztandarowy przykład replikacji zjadliwych memów. Mem (ang. meme) to wprowadzony przez R. Dawkinsa termin będący kulturowym odpowiednikiem biologicznego genu. Memy stanowią jednostkę dziedziczenia kultury będąc replikowanymi i jako takie podlegają doborowi naturalnemu. No dobrze, ale jak właściwie wygląda mem? Memem jest wszystko to, co składa się na naszą kulturę: słowa, obrazy, gesty, obrzędy, sposoby wykonywania czynności, melodie, znaki, powiedzenia, historie, reklamowe slogany...

Te memy które są "dobre", w sensie: dobrze przystosowane do warunków jakie stwarza im strukturach ludzkich mózgów (i środowisko w jakim ludzie ci żyją), mają szansę przetrwać. I tak na przykład, memy mówiące Miejsce kobiety jest w domu przez wiele stuleci korzystały z biologicznej skłonności mężczyzn do dominacji nad płcią słabszą i zapewniały trwałość status quo, mem pod łóżkiem żyją potwory korzystał z wrodzonego rodzajowi ludzkiemu lęku przed ciemnością a mem Coca-cola - Witaj po radosnej stronie życia ma się dobrze dzięki ludzkiemu upodobaniu do słodkich produktów. Powiązane i wspierające się grupy memów, podobnie jak grupy genów które tworzą organizmy, tworzą struktury zwane mempleksami - twory takie jak religie (np.: istnieje Allah + wiara w Allaha jest dobra + wychowuj swoje dzieci w wierze w Allaha + ... ), ideologie, doktryny, systemy myślowe - dzięki czemu mają one większe szanse na przetrwanie.

Memy korzystają z ludzkich umysłów jako nośników służących rozprzestrzenianiu siebie. Nie inaczej jest z miejskimi legendami będącymi bardzo skutecznymi mempleksami. Miejskie legendy działają niczym wirusy umysłu - opanowują go na chwilę, ze względu na treść jaką w sobie niosą - są na ogół bardzo ciekawe i niekiedy niepokojące - korzystają z poznawczych mechanizmów naszych mózgów, które mają skłonność zajmować się rzeczami które spełniają warunki ciekawości (co nie musi oznaczać niczego szczególnego - mówiąc metaforycznie, są po prostu dopasowane do naszych "poznawczych receptorów" - te które nie są, nie aktywują ich i nie uznajemy ich za ciekawe) - na przykład informują o zagrożeniu lub dotykają kluczowych sfer życia (jedzenie, seks). Korzystają też na ogół z zakorzenionych w nas lękach, co pozwala im obejść mechanizmy racjonalnego myślenia, odwołują się do zakorzenionej w nas skłonności do myślenia magicznego i paranormalnej interpretacji zjawisk (być może właśnie tak powstały religie)... Zyskują w ten sposób naszą uwagę i korzystają z faktu, iż lubimy dzielić się podobnymi historiami z naszymi pobratymcami. Czasami same zawierają w sobie nakaz ostrzeżenia innych (np. internetowe łańcuszki).

Nie przejmuj się tym wszystkim za bardzo. Wszyscy ulegamy memom, w praktycznie każdej chwili. Kiedy następnym razem ktoś będzie Ci opowiadał historię o misji na Marsa, nie miej mu tego za złe. Najprawdopodobniej nie miał innego wyboru.



zbiory legend miejskich:
polskie
atrapa.net - świetnie przygotowany serwis z dochodzeniami na temat prawdziwości poszczególnych historii
legendymiejskie.blox.pl

zagraniczne:
snopes.com: Urban Legends Reference Page
UrbanLegends.about.com
project2067

6 komentarzy:

  1. Czyli to jest coś podobnego do plotki? Słyszałam większość tych historii, ale nie wiedziałam, że ta zbiórka plastikowych nakrętek to zwykła bzdura.
    Od jakiegoś czasu czytam Twoje wpisy i przyznaję, że są niezwykle ciekawe. Czasami kupuję magazn "Charaktery" i zauważyłam, że Twoje wpisy są znacznie ciekawsze i przyciągające czytelnika. Wspaniały talent, pozazdrościć pasji z jaką podchodzisz do tworzenia tekstów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dość podobnego, z tą różnicą, że plotki dotyczą raczej konkretnych osób i dość solidnie umiejscowionych w czasie wydarzeń - stosunkowo szybko tracą na aktualności. Miejskie legendy są znacznie bardziej uniwersalne - jak widać podróżują nie tylko po całym globie ale też i przez stulecia, tak, jak np. plotka o znikającym autostopowiczu którego zabierano jakoby jeszcze przed erą motoryzacji. Plotki pełnią też nieco inną funkcję - sama czynność plotkowania stanowi rytuał towarzyski i sprawia podobno przyjemność ;-).

    Jeśli chodzi o zbiórki nakrętek - z mojego doświadczenia wynika, że nikt ze zbierających owe śmieci tak naprawdę nie wie, do kogo miałyby one właściwie trafić. W moim przekonaniu utwierdziły mnie także informacje na http://atrapa.net/legendy/zbiorkasmieci.htm . Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się wersja o spreparowaniu tej historii przez ludzi pracujących przy sortowaniu plastikowych butelek.

    Dziękuję za miłe słowa, milsze tym bardziej, że sam przez długi czas "Charaktery" czytywałem. Mam też nadzieję, że udaje mi się zainteresować Cię nie tylko wpisami dotykającymi psychologii.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na temat zasady 3/5 sekund gugel powiedział mi najpierw, że dotyczy podchodzenia do kobiety odkąd ona nas ujrzała w celu odpowiedniego wyprofilowania nowej znajomości, a potem, że chodzi o jedzenie spadające na podłogę. I teraz która plotka jest prawdziwsza, skoro o żadnej z nich nie słyszałem? Teraz nie wiem czy w pięć sekund podnosić chleb, czy podbiegać do kobiet :(.

    Natomiast dla mnie urban legendy, czy nawet i Pulp Fictiony przede wszystkim pozwalają dać upust ludzkiej wyobraźni, skoro przecież i tak nie pamiętamy co nam powiedziano i musimy dotwarzać własnych szczegółów do tych magicznych historii. Znów "przywódcy plemienni" mogą nauczać o tym co groźne i niebezpieczne, znów przekaz ustny staje się „nową świecką tradycją".

    OdpowiedzUsuń
  4. Większość Twoich tekstów mnie zaciekawiła i skłoniła do głebszego ich przemyślenia, choć przyznaję, że faktycznie najbaradziej interesują mnie wpisy dotykające psychologii. Przypuszczam, że Twoje zinteresowanie psychologią nie jest wyłacznie Twoim hobby, prawda?:) Nie myślałeś o tym, aby wysłać kilka swoich wpisów do magazynów psychologicznych? Możliwe, iż to zrobiłeś, ale to tylko sugestia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pinker jest przecież na Szamarzewskiego do wypożyczenia..

    OdpowiedzUsuń
  6. @Anonimowy: Prawdę mówiąc, dopiero zaczynam przygodę z psychologią na poważnie. Nie, zdecydowanie o tym nie myślałem i pewnie jeszcze długo nie pomyślę :).

    @Anonimowy: Już poprawiłem ;-).

    OdpowiedzUsuń

A co Ty o tym sądzisz?
Autor docenia komentarze podpisane. Jeśli nie posiadasz konta Google, najwygodniej będzie Ci użyć opcji Nazwa/adres URL, przy czym tego drugiego nie musisz wpisywać.